Maria Skłodowska - Curie Kolejny portret Kazimierza Brauna
Agata Pilitowska

Maria Skłodowska - Curie Kolejny portret Kazimierza Brauna

10 lutego 2006 roku w Mississaudze miała miejsce premiera sztuki Kazimierza Brauna napisanej dla pary krakowskich aktorek Marii Nowotarskiej i Agaty Pilitowskiej, w reżyserii autora, pt. "Promieniowanie - rzecz o Marii Skłodowskiej-Curie". (9 lutego, w Buffalo odbyła się prapremiera w wersji angielskiej, grana przez aktorki amerykańskie).

Kazimierz Braun jako dramaturg i reżyser żyjący i pracujący na emigracji, dostrzega dużą rolę w utrwalaniu i prezentowaniu sylwetek tych wielkich Polaków, którym przyszło żyć i pracować poza krajem. Powstał więc monodram prezentujący Helenę Modrzejewską, był spektakl poświęcony malarce wywodzącej się z paryskiej bohemy artystycznej XX-lecia międzywojennego - Tamarze Łempickiej. Na scenie w wersji angielskiej i w obsadzie złożonej ze studentów Kazimierza Brauna na Uniwersytecie w Buffalo pojawiła się też postać Ignacego Jana Paderewskiego.

Kolejna sztuka, którą mieliśmy okazję niedawno oglądać, opowiada o kobiecie - Polce - naukowcu, postaci w żaden sposób niezwiązanej ze sztuką, posiadającej wielki talent, upór i hart ducha.

Autor, jako nie tylko artysta, ale i naukowiec, do każdego podejmowanego tematu podchodzi niezwykle rzetelnie, w pełni wykorzystując swój warsztat naukowy, drobiazgowo przegląda i analizuje pozostawione materiały, listy, pamiętniki. Stara się uchwycić jak najwięcej istotnych szczegółów z życia, które posłużą potem za paletę barw do namalowania scenicznego portretu postaci. W przypadku Marii Skłodowskiej-Curie, która otrzymała aż dwie nagrody Nobla i to z nauk ścisłych, zadanie było na tyle trudne, że wymagało dużej wiedzy z dziedziny fizyki i chemii oraz konsultacji ze specjalistami. Istniała przy tym obawa, czy wiedza ta podana w wersji scenicznej, nie będzie zbyt nużąca lub niezrozumiała dla widza. Nic takiego jednak nie nastąpiło, postać została jedynie wyposażona w aparat naukowy, który wiernie oddawał to, co w Marii Skłodowskiej-Curie było najistotniejsze. Drugą dodatkową trudnością przy konstruowaniu postaci był fakt, że Maria Skłodowska-Curie była osobą skrytą, nawet najbliżsi nie zawsze wiedzieli co czuje, o czym myśli. Nie lubiła rozgłosu, nie chciała, aby o niej pisano, nie znosiła dziennikarzy. "Powiedz im o mnie jak najmniej" - mówiła do córki Ewy, która pisała jej biografię.

Mając więc do dyspozycji zachowany materiał biograficzny, Kazimierz Braun przedstawił postać na scenie tak, aby przez półtorej godziny pokazać życie kobiety i naukowca, z najważniejszymi momentami, pasjami, marzeniami. Na skutek wielu prób z Marią Nowotarską i Pilitowską, (często w pół drogi między Toronto a Buffalo w gościnnym domu Joann Zeman w Niagara-on-the-Lake) postaci Marii Curie i jej Ewy dostały scenicznego blasku, rumieńców życia, zza monologów i dialogów wyłoniły się żywe postacie.

Rzecz dzieje się w lipcu w 1934 roku w klinice Sallanches w Alpach we Francji, gdzie Maria Skłodowska-Curie przebywa z powodu choroby - białaczki skutek silnego napromieniowania. Ma wtedy 67 lat. Kończy książkę "Promieniotwórczość? i jej głównym marzeniem jest zakończyć ten etap swojej pracy. Ewa - dziennikarka, chce skończyć książkę biograficzną o matce i próbuje ustalić brakując elementy, daty, uporządkować wiedzę tak, abymateriał faktograficzny był rzetelny, ale i wydobyć jakieś inne elementy, spoza naukowego pancerza. Chce namówić matkę, aby ta autoryzowała biografię. Marii Cuirie nie wydaje się to ważne, a argument o dużej wartości rynkowej takiej biografii absolutnie do niej nie przemawia.

Pisanie biografii jest dobrym pretekstem do przedstawienia odchodzącego już życia. Jest bodźcem, do wygrzebania z pamięci tych wątków, które wpłynęły na dalsze losy, na to, jakim się jest człowiekiem, o czym się marzy, jakie ma się przekonania. Kazimierz Braun pokazuje postać na dwóch płaszczyznach, realnej, w czasie rzeczywistym, w którym widać przede wszystkim naukowca z pasją i badaczkę wierną nauce, niezłomnie walczącą z chorobą oraz w czasie nierzeczywistym, w retrospekcjach pojawiających się w marzeniu sennym. Tu widzimy inną Marię Skłodowską.

Jest dzieckiem, bolejącym nad śmiercią siostry, dziewczynką, przeżywającą chorobę mamy, zdziwioną zmianami w jej wyglądzie, a potem ofiarowującej Bogu swoje życie, za życie matki i nie mogącą pogodzić się z jej śmiercią.

W sztuce moment ten jest pokazany jako ważny punkt zwrotny w życiu przyszłego naukowca, zachwianie się wiary w Boga, wiary w siłę nadprzyrodzoną, która. spowodowała powstanie materii, a co za tym idzie chęć naukowego dojścia do istoty pierwiastków. Jest to jednak tylko symptom.

Wychowanie katolickie było dla niej ważne, do czasu kiedy musiala podjąć decyzję o związku z Piotreru Curie. Autor w spektaklu pokazuje wahania i rozterki z tym związane, odmowę pozostania po studiach we Francji, przyjazd do Polski, deklarację porzucenia pracy naukowej przez Piotra i zdecydowanie się na zamieszkanie w nieznanym mu kraju, co powoduje zmianę decyzji Marii i zgodę na ślub - niestety nie kościelny, gdyż Piotr był ateistą.

Rozważania i myśli Marii w tym momencie pozwalają widzowi niejako"zajrzeć do jej środka?, zauważyć, że życie wymaga pewnych wyborów i na szali należy zmierzyć swoje decyzje, wybierając te, które pozwalają zauważyć świat w szerszym-kontekście. Marię z Piotrem łączy miłość, szaleńcza, pełna uporu praca i dzieci - dwie córki Irena i Ewa. Dokonują we dwójkę rzeczy wielkich, a dla kobiet wówczas niemożliwych.

Kolejnym ważnym punktem zwrotnym, który Maria widzi we śnie, jest tragiczna śmierć Piotra, ginącego pod kołami wozu. Widzi, jak go przynoszą do domu, nie umie sobie wyobrazić tego, co się stało, nie wierzy, że ta rozłupana, zakrwawiona glowa nie będzie już pracować, nie będzie blisko, każdego dnia i każdej nocy. Przypominają jej się wycieczki rowerowe, pełne śmiechu i radości z pozoru drobne chwile.

Maria przejęła po Piotrze katedrę na Sorbonie i ciężko pracuje. Po kilku latach wdaje się w romans z francuskim fizykiem Paulem Langevinem. Paul był żonaty, wybucha skandal obyczajowy, w Szwecji zastanawiają się, czy przyznać jej z tego względu drugą nagrodę Nobla. To kolejny etap w życiu Marii Skłodowskiej, pelen poniżenia, żalu i bólu. Może wtedy tak bardzo znienanawidzila prasę i dziennikarzy.

W czasie rzeczywistym, córka Ewa ciągle domaga się uporządkowania informacji, wyciąga kolejne fiszki z zapiskami, próbuje ustalić fakty.

Wtedy dowiadujemy się o kolejnych laboratoriach i o najważniejszym odkryciu jakiego dokonali razem z Piotrem. Jest to bardzo piękna i działająca na wyobraźnię widza, dramatyczna scena. Maria i Piotr kierowani zarówno wiedzą z wyliczeń, jak i naukową intuicją, próbują uzyskać nieznany dotąd pierwiastek. Niestety, miseczka jest pusta. Czują rozpacz i żal. Tyle badań, pracy w trudnych warunkach, z mrozem zimą, upałem latem i nic. Ale gdy przychodzą w nocy, miseczka świeci. To jest właśnie ta maleńka, znikoma ilość radu. Maria Nowotarska przepięknie i bardzo wyraziście tę scenę odegrała.

Czuje się żal, rozczarowanie, a potem wielką, wielką radość. Stopniowane jest napięcie chwili modulacją glosu, ascetycznym gestem i spontaniczną reakcją. Jest to bardzo ważna scena spektaklu. Zgasszone światło. Ciemna postać, cisza i świecące dłonie.

Maria Skłodowska-Curie, pokazana została jako osoba przede wszystkim z wielką pasją i nigdy się niepoddająca, dla której nauka przedstawiała największą wartość, bez względu na profity materialne, czy rozgłos. Służenie ludzkości było tym, co stawiała sobie za cel. Dlatego obawami napawał ją fakt, że jej badania mogą być użyte przeciwko człowiekowi. Choć dla otoczenia przyjmowała maskę surowości i pozornego chłodu, w jej sercu mieszkały skrywane głęboko i miłość, i ciepło i różnego rodzaju rozterki, z którymi borykała się na co dzień.

Ewa Curie, grana przez Agatę Pilitowską, jest w sztuce nowoczesną paryżanką, zarówno w tym, co mówi, jak i w ruchach, gestach, scenicznej osobowości. Wobec matki jest wymagająca, stawiając sobie za cel ponad wszystko, zakończenie z sukcesem książki. Scena, w której wypomina matce, że ta nie przyjęła nagrody, a więc wydziedziczyła swoje dzieci, jest znamienna w kreowaniu tej postaci. Ewa próbuje przekonać matkę, że autoryzacja biografii pozwoli naprawić błąd, gdyż wartość rynkowa książki będzie dużo większa i zapewne sprzeda się w ogromnym nakładzie.

Systematycznie i stanowczo egzekwuje więc od matki informacje. Domaga się dat, które matce ulatują z pamięci, dyskutuje otwarcie Instytutu Radowego w Warszawie, czytając list od dyrektora, omawia ewentualny przyjazd Marii Curie do Polski. Oprócz tego, widać w niej żal i zazdrość. Siostra Irena została naukowcem, więc jest kimś, liczy się bardziej dla matki, niż ta, dziennikarka, która wybrała "błahy" zawód. Mimo że relacje matki z córką nie są bardzo wyraźnie zarysowane,. gdyż nie tu leży punkt ciężkości sztuki, Ewa też posiada dwie twarze. Surową, w jakimś stopniu wyrachowaną na zewnątrz i ciepłą. Gdy matka zasypia, Ewa troskliwie ją otula kocem, mierzy temperaturę i zostawia w sennym marzeniu. Oglądają też razem piękny alpejski widok, w ciepłej czerwieni, stojąc blisko, razem.

Obie aktorki z wielkim sercem wcieliły się w kreowane postacie i długo z nimi obcowały Bywały momenty, że na chwilę można było zapomnieć, że na scenie jest Maria Nowotarska, a nie pochłonięta pasją naukową badaczka. Bo przecież aktorka, podobnie jak Maria Skłodowska ma wielką pasję, dla której jest w stanie poświęcić wiele i z nieograniczonym uporem dąży do wytyczonego celu.

Może dlatego w tych momentach była na scenie tak przekonująca. Były też chwile, że wydawało się, iż na scenie jest nie aktorka, czy naukowiec, lecz stary, chory człowiek, mówiący cichym, spokojnym głosem, wychodzącym gdzieś z głębokiego wnętrza, człowiek o dużym doświadczeniu życiowym i z dużą mądrością, mówiący do ludzi na widowni, a nie grający teatralną rolę. W innych zaś chwilach, tych opisowych widziało się krakowską aktorkę, odgrywającą sceniczną rolę, z dobrze opanowanym warsztatem zarówno głosowym, jak i ruchowym.

Ta świadomość pewnej gry aktorskiej jest ważna z tego względu, że postać wykreowana przez dramaturga i aktorkę, opierająca się jedynie na zapisanych źródłach, jest pewną interpretacją faktów i zdarzeń, słów i myśli, a nie wiernym odwzorowaniem istniejących w rzeczywistości scen. Teatr nie jest imitacją rzeczywistości, teatr rządzi się swoimi prawami, a przede wszystkim obowiązuje w nim "licentia poetica".

Postać Ewy Curie wyraźnie była wykreowana przez reżysera, aktorka wcieliła się więc w nowoczesną paryżankę, wymagającego biografa i czułą córkę.

Wspaniale kostiumy i charakteryzacja były niezwykłą ozdobą spektaklu. Suknia Marii Nowotarskiej, połyskliwa, srebrna, wytworna i elegancka, szyta była przez pracownię krawiecką w teatrze Słowackiego w Krakowie. Kostium Agaty Pilitowskiej, jasnobeżowe koronki, bardzo dobrze się prezentował i wprowadzał w klimat epoki.

Dekoracje zaprojektowane przez Joannę Dąbrowską, zawsze są małym dziełem sztuki. I tak było i tym razem. Dekoracja skromna, ale powodująca nastrój, stylowy fotel, stoliczek, z drugiej strony biurko z pudełkami pełnymi biograficznych fiszek, listy i inne drobne rekwizyty, niezwykle dobrze ze sobą współgrały.

Do tego doszły światła, dźwięk i efekty specjalne (Krzysztof Sajdak; Tomek Lis, Robert Sokołowski, Andrzej Stefan), które powodowały nastrój zachodu słońca w alpejskim sanatorium, dramatyzm odkrycia radu, a pokazywane podczas spektaklu slajdy z autentycznymi fotografiami Marii, Piotra, wycieczek rowerowych, koła wozu, pod które wpadł Piotr, a potem fotografia Pawła, byty autentycznymi kadrami z życia i sprawiały wrażenie przeglądania starego albumu.

Na oprawę całości spektaklu wpłynęła też piękna, specjalnie do spektaklu skomponowana przez Jerzego Boskiego, muzyka. Plakat zaprojektował Jerzy Kołacz. Kazimierz Braun napisał w teatralnym programie, .że "teatr to wielki zbiorowy obowiązek". I w takim kontekście powinniśmy ten kolejny teatralny portret odebrać. Bo kto, jak nie my, Polacy na emigracji, mamy zadbać o to, aby pamięć o naszych rodakach nie zaginęła. To jest naszym obowiązkiem.

Kazimierz Braun wie to doskonale, że sztuka i teatr to służba innym. Stara się więc pokazać kanadyjskim i amerykańskim emigrantom, że nie są samotni w bojach i walce o zaistnienie na obcej ziemi, że byli inni, którzy przetarli szlaki w postrzęgamu polskiej kultury i nauki, którzy wnieśli wkład do światowego dorobku.

-"GAZETA" dziennik w Kanadzie

Facebook Twitter Google+ Pinterest